Bloog Wirtualna Polska
Są 1 243 542 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Święta, święta i po świętach.

środa, 08 stycznia 2014 20:02

 

Bardzo mało mam ostatnio czasu na frywolitkowanie, a w głowie mam tyle pomysłów i chęci i nie wiem czy kiedykolwiek się wyrobię. 

Miałam  wiele planów przed tymi świętami, chciałam ubrać bombki we ftywolitkową bieliznę, każde okno chciałam ozdobić frywolitkowymi gwiazdami, a tu nie spełniłam nawet połowy tych chęci. Jedyne co zrobiłam to dwie bombki frywolitkowe oraz jedną gwiazdę. Poniżej prezentuję moje prace.

 

DSC07029.JPG

 

to pierwsza bombka, krórą zrobiłam. 

 

DSC07026.JPG

ta była druga

 

DSC06985.JPG

 

a na końcu powstała ta oto gwiazdeczka. 

 

a niżej jeszcze ta sama gwiazda razem z innymi w oknie. 

 

DSC06980.JPG

a na końcu pochwalę się jeszcze wiązanką, jaką zrobiłam na 18-te urodziny mojej siostry. Wyszła całkiem romantyczna i nostalgiczna. Wszystkie kwiaty zostały ścięte w moim ogrodzie, a jako dodatek do kwiatów dodałam 18 kolorowych lakierów do paznokci. 

 

DSC06808.JPG

Jak tak sobie na nią patrzę to nie mogę się doczekać wiosny. 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Długie jesienne wieczory

środa, 13 listopada 2013 20:16

Za wiele prac nie powstało przez ten czas, ale zrobiłam kilka drobiazgów. Praca zawodowa oraz ogrom pracy wokół domu spowodowało, że jest tego tak mało. Liczę na tą zimę i że mój syn po powrocie ze szkoły nie będzie potrzebował wiele czasu na odrabianie lekcji (chodzi obecnie do drugiej klasy i zaczyna przygotowanie do 1-szej komunii świętej. Lekcji zadają bardzo dużo a taki mały umysł po godzinie siedzenia przy biurku ma dość. Może ja jestem zbyt wymagająca, wycieram wszystkie te krzywe literki i cyferki i każę pisać jeszcze raz - wiec sama jestem sobie winna, że tak to wszystko trwa w nieskończoność. A gdzie tam jeszcze do czytania czytanki i przeczytania choć 2 stron lektury....Chyba się starzeję bo marudzę już. )

 

Wracam teraz do frywolitek. Jadąc na wakacje w tym roku nad morze zabrałam ze sobą swój kuferek z nićmi. Przez całą drogę dziergałam, bo dzieci  spały całą drogę a ja żeby nie zdrętwieć przez te 500 km musiałam coś robić. Powstał wiec przez tą drogę naszyjnik frywolitkowy, który bardzo polubiłam i chętnie go noszę. 

 

DSC06824.JPG

 

Zrobiłam także drugi, ale ślad po nim zaginął. I w dodatku nie zrobiłam zdjęcia. A to pech.

Zrobiłam też wisior na długim frywolitkowym łańcuszku z kulami hematytu. Chciałam aby był dosyć ciężki , żeby wisiorek nie latał na ubraniu jak przyczepiona do sznurka kartka, ale żeby wisiał zawsze w dół....I taki też jest. Połączenie frywolitki i kuleczek uważam za trafiony. 

 

DSC06822.JPG

 

Któregoś dnia zrobiłam również malutkie czarne kolczyczki z niebieskimi malutkimi koralikami, oraz z większym oczkiem - również w kolorze niebieskim. 

 

DSC06827.JPG

 

I to na tyle było, niestety nic więcej do pokazania nie mam. Jedynie na zakończenie mojego wpisu dodam wspomnienie wakacji. Byłam również u swojej cioci, która mieszka nad uroczym jeziorkiem. Widok na niego jest wspaniały. 

 

DSC06326.JPG


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Walentynki

niedziela, 10 marca 2013 12:52

Ten wpis miał być zrobiony jeszcze w lutym, dla tego tez tytul jego to walentynki. Jednak luty skończył się bardzo szybko, już dziś Dzień Mężczyzny i wiosna juz coraz bliżej.....

A ja no cóż...niewiele wyrabiam, narozpoczynałam robót i nie skończyłam, więc nie mam się czym pochwalić za bardzo. 

Pierwsza robótka robiona nieco na szybko, to walentynka. Ale nie ja ją chciałam podarować swemu ukochanemu - lecz mój synek chciał abym mu ją pomogła wykonać. Więc zrobiłam serduszko frywolitkowe, przykleiłam do czerwonego papieru ozdobnego i to co w środku - to już wyobraźnia mojego dziecka - wiec nie fotografowałam. Wyszło to tak: Miałam nadzieję że dostanie ją jakas fajna dziewczynka ze szkoly, a to było dla ukochanego tatusia. Wiec skoro razem ją wykonaliśmy, to niejako i mój ukochamy dostał ją również ode mnie.

 

 

Następnie wydziubałam na szydełku balerinki z ciemno szarej wręcz grafitowej włóczki, wykończyłam różową, do tego kwiatuszek i gotowe. Jednak metoda wykonania jest zupełnie inna niż poprzednie balerinki. Tamte, które można zobaczyć w moich poprzednich wpisach w całości wykonane są z włóczki, spody również. i choć są bardzo cieplutkie i wygodne jak te które prezentuję dziś, to jednak mają jedną ogromną wadę - bardzo szybko spody się przedzierają i kapcie nie nadają się do użytkowania. Dlatego wymyśliłam inną metodę i choć mój pierwszy pomysł to skóra, to nie miałam skąd jej wziąć. Aż kiedyś wymyśliłam - filcowe wkładki do butów. Są łatwo dostępne praktycznie wszędzie. Najpierw lużno obszyłam je po obwodzie włóczką z której wykonałam kapcie, następnie obrabiałam na około szydełkiem podwójnym łańcuszkiem. Na koniec obrobiłam na różowo tym samym ściegiem, zrobiłam i przyszyłam kwiatuszka i gotowe. A co najważniejsze nie wycierają się od spodu, jedyna wada - ślizgają się na panelach i płytkach. 

 

 

na koniec fioletowe rękawiczki dla młodej - 3-letniej gwiazdy  - mojej bratanicy która uwielbia fioletowy kolor. Dostanie je na urodzinki. Rękawisie zrobione są na drutach, obrobione na różowo szydełkiem i kwiatuszek równiez na szydelku. 

 

 

powstanie równiez czapeczka do kompletu.  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Zimowa aura ciągle trwa

środa, 23 stycznia 2013 20:45

Dzis postaram się nie rozpisywać i pokazać same konkrety:

na początek getry - lub jak kto woli ocieplacze na kostki wraz z uroczymi pomponami. Chorowałam na nie i musiałam się uleczyć. Siedziałam po nocach i świdrowałam o mało mi oczy nie wypadły , ale już je mam i uwielbiam je po prostu. Zamieszczę jeszcze fotkę jak wyglądają na nogach, ale muszę znaleźć te nogi, albo fotografa. Sama sobie nie umiem zrobić. 

 

 

Kolejna rzecz to etui na telefon. Zimno się zrobiło, do tego ja lubię nosić telefon w płaszczu w kieszeni, razem z kluczami, i innymi rupieciami, i żeby nie obdrapał mi się za bardzo, zrobiłam mu cieplutkie ubranko. Męczyłam się z nim cały weekend, aż w końcu dałam radę. Ciągle coś mi nie pasowało, najpierw  sprułam go, ponieważ musiał by mieć jeden bok zszyty i nie mogłam tego przetrawić, następnie był za szeroki i znów prułam, po trzeciej próbie był już do zaakceptowania.

 

 

A na koniec kartki świąteczne które wykonałam jeszcze przed świętami, ale w sumie nie miałam natchnienia by je sfotografować. Projekt został wykonany przeze mnie w Corelu w wektorach a następnie wycieła je w papierze maszyna zwana laserem. 

 

                             

 

Dziękuję zaglądającym na mojego bloga za to że zaglądają, ja sama też czasem zaglądam na różne blogi, bo lubię " sobie popatrzeć" jakkolwiek by to dwuznacznie nie zabrzmiało :-)))  i wierzcie mi zostawiam więcej komentarzy niż sama dostaję. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

po prostu zima

piątek, 21 grudnia 2012 23:29

Witam serdecznie wszystkich zaglądających na moego bloga i choć niewiele jest tych osób, to mam nadzieję że jakies w ogóle są.

Ostatnio czasu mi troszkę brakuje na zrobienie wpisu, od kąd wróciłam do pracy, to czas leci mi jakos tak 2 razy szybciej. Ale wieczorami próbuję coś podziubać a to troszkę na drutach, troszkę szydełkiem a także nie próżnuję we frywolitkowaniu. I choć niewiele mam dziś do pokazania, to zawsze to więcej niż nic.

W listopadzie zrobiłam mojemu młodszemu synkowi  czapkę i szalik do kompletu z rękawiczkami, które robiłam kilka miesięcy wcześniej. Mimo iż wzór najprostszy z najprostszych, to jednak dużo przekładania nitek, ale umordowałam to jakoś. Oto efekt:

 

 

Następnie wykonałam koleżance z pracy frywolitkową bransoletę, gdyż zobaczyła kiedyś u mnie frywolitkowe kolczyki i bransoletkę i spodobały jej się, wiec postanowiłam wykonać jej podobną bransoletkę i podarować w prezencie z okazji zbliżających się za kilka dni świąt Bożego Narodzenia. 

 

 

A na koniec prezentuję kotka - szmaciaka, który wykonałam wraz z moim synkiem w jeden z długich wieczorów jesienno - zimowych.Mój synek podarował go swojej ulubionej cioci, która była nim zachwycona. 

 

 

a na koniec chciałabym pokazać kilka zdjęć zimowej aury, jak panowała kilka dni temu w mojej miejscowości i po której niestety nie ma juz ani sladu. 

 

 

 

 

Wszystkim gościom zaglądających do mnie życzę Wesołych Świąt oraz szczęśliwego Nowego Roku. Osobom tworzącym cokolwiek życzę aby miały chęci, czas i zamiłowanie by dalej tworzyć, a osobom które czegoś szukają, życzę aby to COŚ znalazły. Do zobaczenia w przyszłym roku.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Wielkie i małe powroty

poniedziałek, 08 października 2012 21:04

Na początku mojego wpisu chciałabym podziękować  mojej ulubionej blogowiczce Isi5111, za to że zostawia mi zawsze taki miły komentarz. Isia - jeśli nadal nie masz kotka to ja bardzo chętnie oddam Tobie któregoś z moich, takie są kochaniutkie i rozpieszczone, na dworze cały czas chodzą za moimi dziećmi - a gdzieś słyszłam że kot przywiązuje się do miejsca, a nie do ludzi...Tylko nie wiem jak bym miała to zrobić...e-mailem może. Mamy 2 kocurki i jedną kociczkę - moje dzieci nazwały je Bolek, Lolek i Tosia. 

W tytule mojego wpisu napisałam "wielkie i małe powroty" zaraz wyjaśnię o co chodzi. Ten mały to taki prozaiczny - po mojej ponad dwu miesięcznej nieobecności na blogu wracam tutaj znów. Postanowiłam wreszcie coś napisać. Moja nieobecność spowodowana była niczym innym jak ogromem obowiązków. Ogórki obrodziły w tym roku, a i z owocami miałam też mnustwo pracy. A oprócz ogórków mam jeszcze dużo innych warzyw, a i kwiatów w moim ogroszie nie brakuje. Na szczęście z nastaniem jesieni pracy jakby mniej w plenerze. Zaczynam wię wieczorami działać w domu. Ale to jeszcze przede mną. Na dziś przygotowałam niezbyt wiele. W rodzinie mieliśmy chrzest i postanowiłam sama na tę okazję wykonać kartkę. Jednak na jednej się nie skończyło i machnełam sobie kilka różnych egzemplarzy, by potem wybrać tę najładniejszą. Oto one:

 

kartka nr. 1 - ze stópkami

 

2. Kartka nr.2 - serduszkowa - napisy na kartce są napisane ręcznie, bo drukarka odmówiła posłuszeństwa - tą też dostał bąbelek, ale nie od nas.

 

kartka nr. 3 - w kółeczku trzeba wkleić zdjęcie lub coś innego - wg. pomysłu - Tej nie wybrałab, bo zabrakło mi kryształków w tym kolorze - praca jest nie dokończona.

 

Kartka nr.4 - świeczka mówi sama za siebie - świeca kojarzy się ze chrztem.

 

Kartka nr.5 - bucikowa - ta najbardziej przypadła mi do gustu i tą właśnie wybrałam. 

 

Kartka nr.6 - tej nie wybrałam, gdyż pasuje bardziej na urodziny niż na chrzest

 

Tak właśnie to wygląda. Bawiłam się też innymi rzeczami, ale nie zrobiłam zdjęć. Dodam tylko  że chodzi o biżuterię. Wtajemniczeni wiedzą że moją pasją są kwiaty i kwiaty i jeszcze kwiaty i w ogóle im więcej kwiatów tym lepiej. I ucieszyłam się bardzo gdy dostałm propozycję wyjazdu na Święto warzyw i owoców, które w sobotę i niedzielę odbyło się w Skierniewicach. Było tam bardzo fajnie i z przyjemnością pojechałabym za rok jeszcze raz. Jednak o wyjeżdzie dowiedziałam się kilka dni przed wyjazdem i nie zdążyłam zdromadzić tyle funduszy ile bym chciała, ale i tak zadowolona jestem. Kupiłam dużo cebul narcyzów i tulipanów i głównie to mnie interesowało - niestety efekty moich zakupów będzie widać dopiero za ok 7 - 8 miesięcy o ile zima będzie łaskawa - bo to co posadziłam w zeszłym roku wymarzło doszczętnie. Kupiłam jeszcze wisterię, powojnika, bambusa, ajanię i hortensję. Jak ładnie wyrosną, na pewno kiedyś się pochwalę. Tymczasem były tam też warzywa i oto jedno z nich:

 

 

Fajna ta dynia była - było ich więcej, ale ta najwspanialsza. GHratuluję chodowcy. Dużo złota ogrodników musiało być w ziemi aby taki kolos wyrósł. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

sezon ogórkowy czas zacząć.

piątek, 13 lipca 2012 17:51

Na pożątku odpowiem na komentarz. 

Isia jeśli masz ochotę na podobne kapciuszki, nic trudnego, przecież Ty takie chusty wyrabiasz piękne, wiec para balerin to dla Ciebie pikuś. 

No a ja już prawie dwa miesiące nic nie napisałam , i chociaż zrobiłam kilka drobiazgów, to nie mam czasu zasiąść przed komputerem i napisać kilku słów. W warzywniiku moim wszystko dojrzewa sukcesywnie, rabaty z kwiatami wymagają pielęgnacji i wszystkim zajmuję się sama samiusieńka. Jedna z moich najdłuższych rabat ma niewiele ponad 42 metry i rośnie na niej duuuzo kwiatów i wierzcie mi jeszcze sporo sie zmieści, a oprócz niej mam jeszcze kilka innych rabat kwiatowych, ale już nieco krótszych, do tego jeszcze warzywnik. Ciągle coś wysiewam, przesadzam, i wyrywam, obrywam, zbieram, przycinam i podlewam, cały boży dzień na nogach. Przerwę mam jak gotuję i potem jem obiad, no i jak dzieci czegoś chcą ode mnie.Na razie nie pracuję zawodowo wiec mam na to czas, ale jak wrócę do pracy to chyba chwasty będą większe od kwiatów.  Teraz zaczynają się u mnie już ogórki, wiec rano je zrywam, następnie myję je, szykuję słoiki i wkładam je w nie, jak będą kiszone, to wrzucam do słoików to co potrzeba , wlewam osoloną wodę, zakręcam i gotowe, ale jak korniszony to trochę więcej roboty, zalewę trzeba przygotować wcześniej i potem jeszcze raz trzeba wszystko gotować w słoikach,oprócz ogórków mam też wiele innych warzyw,  ale w niedzielę lub jak jest gorsza pogoda wyciągam igłę do frywolitek, lub szydełko i robię coś aby sie rozerwać. 

 

 

w poprzednim wpisie pisałam o naszyjniku w 3D i teraz mogę go zaprezentować, wcześniej można było zobaczyć jego próbkę. Następnie zrobiłam kolczyki i bransoletę z białych nici i grafitowych szklanych koralików. Myślę dorobić do nich jeszcze jakiś naszyjnik. 

 

 



 

a na koniec kilka fotek z mojego ogrodu

 

 


1. Dzwonek karpacki "Torpedo" Chyba?



2. Rabata - ta o której wcześniej wspomniałam (zdjęcie obejmuje większość, lecz nie całość tej rabaty)



3. Róża czerwona ( nazwy nie znam)



4. kalanchoe w kolorze łososiowym (tutaj wszła jakoś tak pomarańczowo w rzeczywistości nie jest taka rażąca)



5.  Moja kochana kotka Ziutka ze swoimi maleństwami (2 kocurki i 2 kotki) (chyba muszę zmienić ustawienia w aparacie bo te kolory takie jakieś wściekłe, a na obróbkę nie mam czasu)



6. jedno z kociąt mojej Ziutki (kotka)- za to ładnie pozuje do zdjęć


7. i jeszcze raz maleństwo

Na zakończenie serdecznie pozdrawiam wszystkich którzy dotarli do końca mojego wpisu i zycze miłych wakacji. A w szczególności dziękuję blogowiczce Isia5111, która zagląda do mnie czasem i zostawi jakiś miły krzepiący komentarz. 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

balerinowy szał

czwartek, 17 maja 2012 12:36

Miałam napisać co nieco jeszcze w kwietniu, i mimo że miałam już materiały do zaprezentowania, to jednak niestety zabrakło mi czasu na to aby zasiąść przy komputerze. Wszystkie prace przygotowawcze zabierają mi najwięcej czasu, a nie daj Boże że kilka spraw odłożę na później, to potem ułożenie ich tak jak bym tego chciała zabiera mi sporo czasu. Ale dosyć rozwarzań, przejdźmy do konkretów. Na początek zrobiłam 3 pary balerin - dwie z nich są dla mnie, a ostatnie, niebieskie dla szfagierki. Dodam tylko że bardzo jej się spodobały. 

oto one w kolejności robienia:

 

 

 

 

następnie zrobiłam (sobie również) naszyjnik frywolitkowy z mnustwem koraliczków. Strasznie go polubiłam i nikomu go nie oddam, ale nie znaczy to że gdyby ktoś chciał, to oczywiście mogę taki wykonać, a drugi zawsze wychodzi mi lepiej muszę powiedzieć moim skromnym zdaniem. 

 

 

 

Na koniec moich prac prezentuję mitenki dla mojej bratowej, mam nadzieję że się podobają i że będą służyły z przyjemnością. 

 

 

Zainteresowanym i czytającym mojego bloga - a osób tych nie ma za wiele - pewnie dlatego że za mało siedzę w necie i mało śladu pozostawiam po sobie, dlatego niewiele osób zagląda do mnie a i o komentarz, choćby nie pochlebny, ale mam nadzieję szczery nie mogę się doprosić. Ale wracając do początku, że dla zainteresowanych muszę powiedzić, a raczej napisać, że zawsze wykonując jakiś element frywolitkowy po raz pierwszy zwszę robię sobie próbki. i tak było chociażby w przypadku mojego ostatniego naszyjnika . Musiałam dopasować sobie ilość pikotków oraz długość i wielkość poszczególnych elementów aby efekt końcowy był maksymalnie zadowalający. i tak poniżej prezentuję moje ostatnie próbki, wcześniejszych nie będę już fotografować, bo po prostu zbyt wiele tego  mam. 

 


 

ostatnia próbka to próbka elementu 3D - frywolitki przestrzennej - którą podziwiałam na innych stronach internetowych a przedewszystkim na rosyjskich wystawach naszyjników techniki Ankars - która spędza mi sen z powiek. Ja na razie frywolitkuję na niciach bawełnianych, ale na tych stronkach widziałam nici metalowe - bardzo mnie to intryguje i muszę tego spróbować. Poniżej wspomniana próbka

 

 

a na koniec wpisu kilka zdjęć kwiatów z mojego ogrodu które poprostu uwielbiam - oto kilka z nich:

1: skalnica


 

2: różowe tulipany


 

3: Płomyk szydlasty

 

 

4: tulipan przypominający różę - nie znam nazwy botanicznej


 

5: tulipan papuzi


 

6: Tunbergia oskrzydlona


 

7: Żagwin biały i inne kwiaty razem z nim na rabacie


 

dla spostrzegawczych napiszę że celowo fotografowałam swoje wyroby w bobliżu jakiejś ładniej roślinki. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

WIELKANOC

czwartek, 12 kwietnia 2012 10:54

Dzień Dobry po świętach wielkanocnych.

Na początku mojego wpisu chciałam podziękować za komentarz Blogowiczce ISIA5111 i od razu odpowiadam na pytanie, które tam zostało zadane - Kolczyki Frywolitkowe i aplikacja  na woreczku dla nich zostały zrobione dokładnie z tych samych nici . Ale po dokładnym przyjrzeniu się tym zdjęciom rzeczywiście wyglądają one, jak by były zrobione z innych nici - nawet kolor jest inny. Myślę że to przekłamanie wystąpiło dlatego iż jedno ze zdjęć zostało zrobione poprzez przybliżenie obiektu zoom'em a drugie poprzez maksymalne zbliżenie obiektywu aparatu do fotografowanego elementu. Stąd wynikła ta rozbieżność .

Strasznie długo nie zaglądałam na mojego bloga - ale to nie z lenistwa bynajmniej, ale z wyzwania jakie podjęłam przed Świętami Wielkanocnymi. Pisałam o tym że zamierzam je podjąć w moim poprzednim wpisie. Aby dłużej nie przeciągać chciałam zaprezentować koszyczek wielkanocny wykonany frywolitką igłową. Siedziałam nad nim chyba ze trzy tygodnie jak nie dłużej.

 

 

 

 

Początki były ciężkie i zaczynałam go 3 razy i nie kończyłam bo nie byłam zadowolona z jego efektów. Chciałam aby dno koszyczka było ścisłe i nie miało żadnych dużych "dziur". Aby po wykrochmaleniu dobrze zachowywało kształt i nie odkształcało się za bardzo gdy włoży się do niego święconkę. Udało mi się to, ale nie zrobiłam zdjęć, gdyż poplamiło się na brzydki żółty kolor od rzeżuchy w jajecznej skorupce, która to przechyliwszy się na bok oddała część wody na rafię w kolorze zielonym, którym wyłożony był owy koszyczek niczym ptasie gniazdko. Rafia natomiast oddała swój intensywny zielonkawy kolor na dno koszyczka brzydko go farbując. Zdjęcie umieszczę po upraniu i wykrochmaleniu koszyczka. Dodam jeszcze że koszyczek rozpięty jest na metalowym stelażu dla zachowania kształtu i że  jeszcze tak naprawdę nie jest skończony. Zabrało mi czasu przez to może wybrzydzanie podczas robienia dna koszyczka że na dokończenie rączki zabrakło mi czasu. Brakuje tam czegoś....No wiadomo czego. Widać to od razu. Planowałam dorobić coś jeszcze do niego, ale na razie i tak pójdzie w odstawkę, bo mam już pewne zlecenie na mitenki i kolczyki frywolitkowe i do póki tego nie skończę nie zabiorę się za koszyczek. Po za tym i tak już po świętach i nie ma pośpiechu. No dobra koniec już o tym koszyczku, bo śnił mi się po nocach ...teraz będzie chwilka o jajeczkach malowanych już chyba ze 4 lata temu na wydmuszkach. A że jeszcze kilka mi zostało, postanowiłam umieścić zdjęcia. 

 

 

 

 

 

a na koniec serweta a może bieżnik na ławę którą też zrobiłam już chyba ze dwa lata temu - jak nie istniał jeszcze mój blog, dlatego zaraz po wyprasowaniu go i położeniu na święta na stole zrobiłam mu fotę, zanim zasiądą do stołu moje dzieci i wysmarują go do cna....

 

 

 

 

To by było na tyle dziś. Następny wpis myślę że jeszcze w kwietniu. I na Do Widzenia  dwie kompozycje jakie wykonałam sobie na stół wielkanocny - zupełnie proste i nie skomplikowane. 

 

 

           

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Drutów ciąg dalszy

wtorek, 13 marca 2012 9:32

Na początku chciałam podziękować za komentarz od siostry i od blogowiczki isia5111, chyba tylko one zaglądają czasem na mojego bloga i zostawiają po tym jakiś ślad. 

Ostatnio u mnie królują znów druty, ale i też szydełko. Niewiele zatem jest frywolitki, ale już niedługo podejmę jakieś wyzwanie. 

tymczasem zaprezentuję kilka drobiazgów jakie wykonałam w ostatnim czasie:

pięrwsze były rękawiczki dla mojego Hubercika, niestety nie chciał pozować, oto one: 

 

 

Kciuk miał być wyrobiony inną metodą, ale nie podobało mi się to i zostawiłam to na inny raz

następne w kolejce były mitenki - dla mnie, ale niestety pokazuję tylko jedną gdyż z drugiej zrobiony jest tylko ściągacz, gdyż włóczka bardzo szybko się skończyła i muszę jechać kupić 

 

 

na szydełku wymodziłam 2 pary różowych balerin, z których jedne podarowałam na urodziny mojej bratowej imienniczce. 

oto pierwsze - dla mnie

 

i drugie które stały się prezentem

 

 

Aby nie zapomnieć o frywolitce zrobiłam frywolitkowe kolczyki a do nich torebeczkę w komplecie , które również były prezentem dla mojej bratowej imienniczki. Mam nadzieję że się spodobały choć odrobinę.

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

zdrada :-)))

sobota, 25 lutego 2012 18:45

Zdarzyło się coś strasznego ...A mianowicie zdradziłam w ostatnim tygodniu frywolitki. A dlaczego się tak stało....Sama nie wiem chyba trochę z konieczności, trochę z zauroczenia i troszkę też ze znudzenia. Konieczność, to mianowicie to, ze moje dziecko potrzebowało rękawiczki, zwykłe, proste i co najważniejsze z jednym palcem bo zakładanie mu tych z pięcioma palcami zajmowało mi zbyt wiele czasu, z zauroczenia też troszke, bo jak zaczełam oglądać rękawiczki w internecie to co raz bardziej chciałam je zrobić, a znudzenie wkradło mi się troszkę do frywolitek i pop prostu potrzebowałam chwili odpoczynku od nich.

Rękawiczki miały być dla młodszego z moich synów, ale wyszły jakieś takie za duże i dostał je starszy, więc muszę zrobić drugie mniejsze. Jednak prezentuje je mój młodszy urwis. A te wyszły tak:


    
      

 

Drugie rękawiczki zrobię troszkę inaczej, kciuk będzie wyrobiony inną metodą, ale nazwy tej metody nie znam. Dokładny opis wyrabiania takowych rękawiczek można zobaczyć na blogu "U Antoniny" 

Z resztą na tym blogu można zobaczyć wiele ciekawych rzeczy robionych na drutach i szydełku. Drugą rzeczą którą zrobiłam - tym razem na szydełku były kapcie domowe baleriny. Jak je zobaczyłąm na blogu "U Antoniny" to zakochałam się w nich od razu i musiałam sobie takie wydziergac. Zrobiłam dwie pary, gdyż po wykończeniu pierwszej pary stwierdziłam że są one za duże, i musiałam zrobić drugie. Oczywiście poprawka nie zajełaby zbyt wiele czasu, ale tak postanowiłam i juz. Po za tym wzór tych pierwszych kapci mi jakoś nie pasował to tych z bloga "?U Antoniny" Musiałam zaczerpnąć księgi ze schematami szydełkowymi i poszukać tegoż wzoru muszelkowego. Znalazłam aż 3 czy 4 rodzaje tego wzoru, ale jeden z nich najbardziej mi pasował i drugie ciapetki bardziej spełniły moje oczekiwania. Poniżej zamiesazczam foto 

Tu są te pierwsze

 

a tutaj te drugie

 

Te pierwsze chyba komuś podaruję. Siostra chciałabyś takie dostać?

Bawiłam się też troszkę biżuterią. Zrobiłam łańcuszki z zawieszkami sztuk 5 , bransoletki sztuk 6 i kolczyki sztuk 3 z których jedne zostawiłam sobie i jeden kolczyk zgubiłam już następnego dnia. A to pech:-(((  Poniżej zamieszczam foto 

 

 

      

      

Bransoletki prezentują się bardzo fajnie na ręce, ale wszystkie razem, tak jak się to teraz nosi. Musi być trochę "nawieszane" .

A jeśli chodzi o frywolitki to mam coś do pokazania, zrobiłam to jeszcze przed rękawiczkami i wygląda to tak. 

 

 

 

 

   

bardzo podobały mi się te fioletowe nici. Jak zobaczyłam je w sklepie, to nie mogłam się nim oprzeć. Natychmiast musiałam coś z nich wyfrywolitkować bo chyba bym nie wytrzymała. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Ciąg dalszy gwiazdeczek

piątek, 10 lutego 2012 13:02

Troszkę zaniedbałam mojego bloga ostatnio, nie pisałam dwa miesiące, aż tu nagle bach , postanowiłam dodać chociaż mały wpis. Muszę dodać, że jest to zasługa mojej siostry, która zmobilizowałam nie do tego w pewien sposób. Moje ręce ostatnio nie próżnowały i wiele frywolitek ostatnio zrobiłam. Zaraz po świętach postanowiłam zrobić jeszcze kilka gwiazdek na choinkę, tak abym miała je na przyszły rok, gdyż w tym roku jak zobaczyłam te robione na szydełku, to zupełnie przestały mi się podobać, postanowiłam że to będą ich ostatnie święta. Tak też się stało. Rozebrawszy choinkę gwiazdki robione na szydełku wylądowały w koszu na śmieci. Mam nadzieję, że ich miejsce w przyszłym roku zajmą gwiazdki frywolitkowe i chociaż  jedn aniołek frywolitkowy. Już kilka gwiazdeczek wykonałam i mam nadzieję ze nie tylko mi sie podobają, a wyglądają tak:

 

 

 

 

 

 

Kilku gwiazdek jeszcze nie wykrochmaliłam i w związku z tym nie zamieszczam ich zdjęć. Będą na następny raz. Zrobiłam też obszerny naszyjnik z czarnych nici i malutkich perełek w kolorze białym, ale też jeszcze go nie pokarzę, gdyż wczoraj dopiero skończyłam go robic i nie jest jeszcze usztywniny. Ale prezentuje się okazale. Mam nadzieję że nie za bardzo okazale. Pozostawię to do ocenienia innym. Do pokazania natomiast mam coś jeszcze. W końcu spełniłam życzenie mojej siostry posiadania szydekowego wachlarza, no i udało się. Zaczełam od wzorów znalezionych w internecie, ale nie pasowały one do "stelarza" po starym wachlarzu, wiec nieco go zmieniłam i wyszło to :

 

 

moim zdaniem wyszedł całkiem przyzwoicie. Muszę się pochwalić, że mam uczennicę. Jest nią moja siostra. Frywolitkowanie na igle już opanowała a teraz zaczyna uczyć się czółenkowania. I muszę przyznać że idzie jej doskonale. Szybciej to załapała niż ja. A tak w ogóle to jedna czy dwie z gwiazdeczek prezentowanych wyżej jest wykonana czółenkiem. Ale nie robię nim za wiele, gdyż idzie mi to wolniej niż igłą, a nie ukrywam że zależy mi na czasie. Wiem jednak, a przynajmniej mam taką nadzieję, że z czasiem będzie lepiej i wóczas igła pódzie w odstawkę. Na koniec prezentuję kolczyki z brązowych nici i zieloną perełką w środku i zielonymi metalowymi perełkami na brzegach. Jest to zaczątek do techniki ANKARS którą z zachwytem zaczynam zgłębiać. Zobaczymy co z tego wyjdzie. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Przedświąteczne porządki

poniedziałek, 19 grudnia 2011 14:03

Niewiele brakowało, a w ogóle nie dodała bym żadnego wpisu na koniec roku, ale jakoś udało mi się zmobilizować i zaczynam. Niweiele frywolitek zrobiłam od mojego ostatniego wpisu, czas mi tak szybko uciekał, ze nawet nie zorientowałam się, że to już kilka dni do świąt zostało. A porządki jeszcze nie dokończone, choinka nie ubrana, a i jeszcze chciałabym trochę pofrywolitkować, poszydełkować i może na drutach porobić. Jednak, aby spełnić wszystkie moje zachciewajki musiałabym zrezygnować ze spania i wtedy było by to realne. Mam w planach zrobić jeszcze wieniec świąteczny, ale nie wiem czy zdążę. Dziś jes piękna pogoda, nie wieje, nie pada ani deszcz ani śnieg, ale za to pięknie świeci słoneczko. W sam raz na zbieranie materiałów do świątecznego stroika. Na razie mam tylo szyszki :-(

A wracając do frywolitek...

Ostatnio robię gwiazdki na moją choinkę, gdyż te na szydełku nie są tak efektowne jak frywolitkowe. Zrobiłam ich już kilka i niektóre z nich są na prawdę ładne. Może nie jestem w tej chwili skromna, ale bardzo mi się podobają. Poniżej prezentuję ich zdjęcia:

 

      

      

 

Zrobiłam tez zdjęcia frywolitkowych kompletów które wysupłałam mojej siostrze na wesele. Pisłam o nich kilka wpisów temu. Niestety nie zrobiłam wówczas zdjęcia, dlatego dopiero w tym wpisie dodaję ich zdjęcia. 

 

      

 

 

W poprzednim wpisie wspominałam że zrobiłam naszyjnik, ale nie dodałam zdjęcia, gdyż nie jest wykrochmalony, dlatego dodaję je dziś. Ale nie podoba mi się on w ogóle, i w dodatku spaprałam go podczas krochmalenia. Dla zainteresowanych dodam iż za dużo krochmalu na nim zostawiłam i od spodu porobiły się na mim brzydkie plamy. A na czanych niciach bardzo to widać. Uprałam go, ale jakoś nie che mi się go reanimować. może kiedyś. Ten drugi zrobiłam sobie, bo jak to się mówi szefc bez butów chodzi, ten trzeci powędrował do sklepu miłej pani, a ten brązowy wcale mi się nie podoba, a fe, kolczyki natomiast fajnie wyglądają

 

      

 

Zrobiłam tez jeszcze 3 komplery frywolitkowej biżuterii których wzór podpatrzyłam u pewnej kobiety Teri Dusenbery. Pięknie frywolitkuje i projektuje frywolitki na kartkach a następnie je wykonuje. Ma pokaźną kolekcję frywolitek wykonanych na prawdę idealnie. Z resztą serduszka które robiłam jakiś czas temu też zobaczyłam  u Niej. Ma też w swojej kolekcji fantastyczne gwiazdki. Ale jeszcze nie próbowałam ich robić, gdyż są dosyć skomplikowane. Na rozgrzewkę zaczełam od czegoś prostszego. Mogę dodać,że mam zrobione gwiazdki o dosyć prostszym wzorze, ale z dodatkiem małych koralików, wyglądają na prawdę uroczo:

Najpierw naszyjniki jak u Teri Dusenbery:

 

    

 

a teraz gwiazdki z koralikami....

 

      

 

 

Ostatnio prześladuje mnie chyba jakiś pech, gdyż całkiem niedawno stało się coś strasznego. Otuż złamałam swoją igłę do frywolitek. Ma teraz jakieś 5 cm długości i nie nadaje się do robótek frywolitkowych. No i cóż pozostaje mi zrobić? Jedynie kupić sobie nową igłę. A dlaczego tak się stało. Przecież igła do frywolitki jest na prawdę z trwałej stali i ciężko ją złamać. Ale nie jest to nie możliwe, jak widać w moim przypadku. Moje frywolitki zaplatam na igle dość ciasno, gdyż wtedy zdecydowanie lepiej wyglądają. Niestety ciężko wtedy przeciągnąć przez plecionkę nitkę. Aby sobie to nieco ułatwić używałam kombinerek. I nic by się nie stało gdybym ich dalej używała, ale ja aby przyśpieszyć od czasu do czasu używałam zębów i szło mi to super....No do czasu złamania igły. Dodam jeszcze na swoją obronę, że igła z czasem się ściera i ciężko po niej prześlizguje się nitka. Igła wóczas z koloru srebrnego zmienia się na ciemo-szary. Postanowiłam użyć wtedy wspomagacza w postaci moich szczęk. Zastanawiacię się jak teraz robię frywolitki? No niestety nie zakupiłam jeszcze nowej igły, zrobię to dopiero po świętach, a teraz używam zwykłej igły do cerowania. Musiałam poszukać takiej cieniutkiej i długiej, aby zrobiona na niej frywolitka ładnie wyglądała. 

To jest ta pierwsza pechowa sytuacja jaka mnie dotkneła w tym miesiącu. kolejną jest to iż wylądowałam w szpitalu i to tak nagle i niespodziewanie. Zaczeło się tak niewinnie i zwyczajnie. Ot tam jakiś ból brzucha przez który nie spałam całą noc. Rano nie mogłam się zwlec z łóżka bo z każdym ruchem bolało coraz mocniej. Do tego najpierw mdłości a potem wymioty. Około południa tej feralnej niedzieli postanowiłam wybrać się do lekarza. Zawsze moja przychodnia miała dyżur, a tu widzę że zmiana. Przychodnia nie pełni już dyzurów. Postanowiłam więc jechać do szpitala. Tam też ta sama kartka że szpital nie przyjmuje na ostry dyżur. Trzeba mieć skierowanie. Trzeba było jechać do innej przychodni, która pełniła wóczas dyżur. Ale miła pani ze szpitala na izbie przyjęć zadzwoniła do jakiegoś lekarza, który mnie zbadał i powiedział że jemu wygląda to na wyrostek i musi zawołać chirurga. Po pewnej chwili przyszedł chirurg i powiedział mi to samo - wyrostek. jedno co nie pasowało to że nie miałam biegunki i gorączki, co powinno wystąpić przy zapaleniu wyrostka. Kazali mi sie przebrać w koszulę i szuru buru na oddział. I to problem mały się pojawił, bo w najśmielszych snach mi się nie śniło, że mogę wylądować w szpitalu. Musiałam iść do mojego ślubnego, który siedział z dziećmi w samochodzie na parkingu, powiedzieć mu że zostaję, żeby od moich rodziców zabrał mi jakąś wyprawkę i przywióżł mi to wszystko na oddział. Tymczasem ja poszłam spowrotem do szpitala i pielęgniarka zabrała mie na chirurgię. Tam natychmiast zrobiono mi badania i dostałam kroplówkę, za chwilkę przyjechał Tomasz i dał mi koszulę i inne potrzebne rzeczy. W badaniach okazało się że jest tam jakiś stan zapalny , ale ten ból jest u mnie jakoś na środku mojego brzucha i to ich dezorientuje. Wieczorem jak ból już prawie ustał- pewnie po tej kroplówce - postanowili mnie jednak rozciąć. Zdążyłam tylko zadzwonić do męża i rodziców powiedzieć ze ide na operacje i zaraz po mnie przyszli. Była 10 wieczorem jak pojechałam na zabieg a wróciłam na salę ok 12 w nocy. Dobrze że to było o tej porze bo w dzień cięzko było by mi leżeć plackiem, a nockę poprostu przespałam.Cały poniedziałek w zasadzie nic nie jadlam, dostałam na sniadanie, obiad i kolację kubeczek kleiku. i muszę powiedzieć, że wówczas był to najpyszniejszy kleik na świecie. Wieczorem postanowiłam zjeść ukrytą kolację w postaci kilku herbatników bo z głodu było mi aż niedobrze. We wtorek przed południem byłam już w domu u mojej mamy. siedziałm tam do piątku i choć było mi tam dobrze to nie ma to jak w domu. Zostałam tam tylko dlatego że moje dzieci są bardzo ruchliwe i trzeba ciągle za nimi łazić i ich pilnować, a mnie przez ten pierwszy tydzień chodzenie sprawiało niezły ból. Dziś nie odczuwam już żadnych skutków operacji. mam tylko w dole brzucha bliznę długości mojej złamanej igły do frywolitki. Szwy sama sobie wyciągłam, bo jechać 30 km aby wyjąć jedą nitkę, nie miało sensu. Drugi pechowy minus z tej sytuacji, to taki, że przez ten cały tydzień z moich rąk nie wyszła żadna frywolitka. Była to dla mnie straszna udręka. 

Kolejna pechowa sytuacje dotyczyła moich małych robaczków. Troszkę mi się pochorowały, obaj mieli okropny kaszel, postanowiłam wiec jechać do lekarza i okazało się, że jeden ma zapalenie gardła a drugi zapalenie oskrzeli. Dostali po antybiotyku i dziś już  jest ok. Został jeszcze lekki kaszelek, ale myślę, że do świąt zniknie bez śladu. Oby te pechowe dni poszły w niepamięć do konca tego roku. Na koniec dodam jeszcze że w końcu postanowiłam zabrać się za cukinie i kabaczki, które leżały w kotłowni prawie całą jesien. Mój mąż dostał w pracy przepis na ogórki w przyprawie curry i bardzo mu smakowały, a że sezon ogórkowy za nami a cukinie leżą i się marnują, trzeba było je zrobić w tej przyprawie, a co. Zajeło mi to 3 dni i zrobiłam 80 słoików. 5 cukinii wyrzuciłam bo się zepsuły i jeszcze 5 zostawiłam teściowej, by miała jakieś zajęcie po świętach. Zostawiłam sobie jeszcze 2 dynie, nie są duże, ale tez trzeba je jakoś przetworzyć o burakach nie wspomnę, ale to już po nowym roku. Wszystkim życzę Wesołych Świąt i dużo prezentów pod choinką. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Frywolitkowe serduszka - dla zakochanych i nie tylko.

sobota, 19 listopada 2011 13:27

Ostatnio strasznie zanedbuję mojego bloga, chociaż bardzo lubie napisać kilka słow i pokazać co udało mi się zrobić nowego jeśli chodzi o frywolitki. Siedzę nad nimi bardzo dużo i ciągle dłubię i po malutku wychodzi mi co nieco. Ostatnio dokończyłam nawet serduszka. Nakleiłam je dobrym klejem na lniane serduszkowe poduszeczki. Moim zdaniem wyglądają bardzo ładnie. Sama przytuliłabym się do nich chętnie.

               

Zrobiłam też dwa komplety a raczej trzy komplety biżuterii frywolitkowej i tez całkiem przyzwoicie się prezentują. Mogę pochwalić się zdjęciami dwóch kompletów,ale trzeciego na razie nie pokażę, ponieważ skończyłam go dopiero wczoraj wieczorem, ale jeszcze nitki nie są pochowane i nie jest wykrochmalony. A tamte wyglądają tak.  

 

Zamierzałam pokazać dwa komplety które zrobiłam mojej siostrze na imprezkę na którą szła (wesele) lecz ciągle zapominam zabrać aparat  jadę do niej. Dziś też tam się wybieram i zamierzam zabrać ze sobą aparat, więc przypuszczam że w następnym wpisie umieszczę zdjęcia. 

   

A tak po za frywolitką, dziś mój mąż kupił moim dzieciom prezent na Mikołaja. Jeszcze co prawda nieco czasu zostało do 6 grudnia, ale on jest bardzo niecierpliwy i jest dziś. Prezentem tym jest mały kład, ale jego niepozorny wygląd jest zgubny. Jest to bardzo zrywne urządzeie. Póki co mój mąż będzie jeździł razem z nimi, bo moje małe łepki mogły by wyrządzić sobie nie lada krzywdę na tej "zabawce". Sama też zamierzam spróbować, ale nie dziś, bo wybieram sie na imieniny mojego taty połączone z urodzinami mojej mamy a jutro są też urodzinki chrześniaka mojego męża i wybieramy się na torta, wiec dziś dieta, aby w bioderka za dużo nie weszło. 

      

Dziękuję wszystkim czytającym moje wypociny i zapraszam do odwiedzania mojego bloga. Teraz myślę napisać coś w grudniu mam nadzieję przed świętami. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Jestem taka zajęta :-)

czwartek, 27 października 2011 12:53

Jak napisałam w tytule ostatnio jestem bardzo zajęta, niestety nie jest to co bym chciała robić, ale raczej to co muszę. A mianowicie 2 tygodnie temu a w zasadzie juz prawie 3 tygodnie temu zjawił się u nas w domu człowiek, który zaczął układać nam płytki na scianie w kuchni. Nie było tego dużo - zaledwie 12 m2. Bawił się z tym 4 dni nie licząc niedzieli, która była wolna i dla nas i dla Niego. Zaczął w czwartek a w piątek wymyśliłam sobie że fugę na płytkach na podłodze, które były kładzione wcześniej należy wymienić, gdyż nie jest już zbyt świeża- jak to w kuchni różne artykóły spożywcze czasem lądują na podłodze i efekt można sobie wyobrazić po dwóch latach jak było w moim przypadku. W sobotę po południu zaczełam działać. Mąż miał jakieś bardzo ważne zajęcie na zwenątrz, gość od płytek robił swoją robotę , dzieci jakoś zajęły się sobą, a ja wziełam ostre narzędzie i załełam wydrapywać te fugi. Szło mi całkiem przyzwoicie, ale jak to w domu w między czasie obiad, jechać odebrać juniora, potem pozmywać zająć się też troszkę dziećmi, bo jak nie to coraz bardziej mi pomagali. Wieczorem o 20 dałam sobie już spokój, gość zmył się do domu, a ja postanowiłam ogarnąć trochę na niedzielę. W Niedzielę nie robiłam nic, bo plecy tak mnie bolały że chodziłam jak 90-letnia babinka. Ale w poniedziałek trzeba było robotę dokończyć i choć plecy nadal mnie okropnie bolały działałam dalej,bo nie mogło być tak, że gość skończy te ściany, pjdzie do domu, a ja zostanę sama  z podłogą. Skończyłam drapać te fugi i przygotowałam ściany i podłogę do fugowania. Całość prac skończona była ok 18 może 19-tej. Ogarnełam co nieco i położyłam się z myślą że czeka mnie już w krótce poważne sprzątanie. We wtorek nic w sumie nie robiłam jeśli chodzi o porządki i w środę do południa również gdyż zabrałam się za frywolitkowanie. Zrobiłam mojej siostrze 2 komplety frywolitkowe bransoletkę, naszyjnik i kolczyki. W środę po południu wysłałam jej to priorytetem, by na piątek to miała, gdyż jechali na wesele, a po weselu poprawiny. Nie zdążyłam jednak zrobić zdjęcia, tak się śpieszyłam, ale w sumie do obcych to nie poszło, wiec zdjęcie zrobię jeszcze. Po południu w środę postanowiłam zabezpieczyć płytki DELFINEM, by po pewnym czasie nie wyglądały jak podłoga przed usunięciem starych fug. Muszę powiedzieć, że teraz wygląda super. Zaczełam najpierw od ścian, zagruntowałam i płytki i fugi chyba ze 3 razy, środek dosyć szybko sechł, potem pobawiłam sie podłogą.W czwartek zabrałam się za generalne porządki. Zaczełam od kuchni. Niestety wszysko z szafek trzeba było wyciągać, myć , wycierać i wkładać ponownie do szafek. Zajeło mi to cały dzień. Skończyłam około 22 z przerwą na serial. Muszę powiedzieć że nie myślałam, że koleś zasyfi mi tak całe mieszkanie. Płytki docinał szlifierką i kurz był z tego nie miłosierny, a najbardziej się kurzyło jak przy parapecie musiał wyszlifować brzegi płytek by były gładziutkie i równiutkie. Tumany kurzu latały mi kuchni przedpokoju i salonie, właził sobie do szafek, siadał na firanach i wciskał sie we wszystkie możliwe zakamarki, ale na szczęście już po wszystkim. w piątek i sobotę sprzątałam salon, mam tam taką witrynkę w której jest mnustwo szklaneczek, kieliszków i innych szkanych dupereli, które bardzo mi są potrzebne. i znów powtórka z rozrywki, mycie wycieranie, układanie. Na końcu posprzątałam kolejny pokój, przedpokój i łazienkę. Skończyłam w poniedziałek a dziś jest czwartek. W miedzyczasie by złapać oddech - frywolitkowałam. Miła Pani ze sklepu zaproponowała mi bym wysupłała frywolitkowe serduszka a ona uszyje dla nich małe serduszkowe poduszeczki. Zgodnie więc kiwnełyśmy głową i zaczełam zabawę. Przez te kilka dni zroniłam już chyba 7 serduszek. Całkiem fajnie się prezentują. Niestety jeszcze nie przyszyłam ich do poduszeczek, ale już jekiś pogląd jest. Muszę mieć przynajmniej 10 aby naszyć je na poduszeczki. 

To jedno serduzko z lewej jeszcze nie jest przyszyte,lecz tylko położone na poduszeczce, by można było zobaczyć jak to mniej więcej ma wyglądać. W sumie w ciągu dnia nie udało mi się zrobić więcej niż jednego serduszka. I jak pisałam wcześniej taka jestem zajęta, ale niestety w moim blogu tego nie widać. Ale działam dalej. Zaraz jak skończę tutaj pisać, zabieram sie za frywolitkowanie, i choć czekają na mnie jescze buraki w kotłowni aby je włożyć w słoiki i jeszcze dynie, cukinie i kabaczki, na razie staram się o nich nie myśleć, do póki z moich rąk nie wyleci przynajmnie 10 serduszek. Niesteety przez to moje frywolitkowanie zaniedbałam  bardzo mój ogród i warzywnik i nie wiem czy zdołam się z nim uporać przed zimą. Czekam jeszcze aż spadną wszystkie liście z drzew, by je ładnie wygrabić z trawnika, bo nabijają się na obcasy.Na koniec mojego pisania dodam jeszcze zdjęcie kapelusza zrobionego przeze mnie na szydełku już jakiś czas temu.

  

Muszę już konczyć, bo jak mój synek wrózi z zerówki, to będę musiała posiedzieć z nim przy ślaczkach, bo niestety nie stsra sie w klasie i muszę go troszkę dopilnować. Wszystkim zaglądającym tutaj życzę miłego dnia. 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Aneta czyli ja i frywolitka

poniedziałek, 26 września 2011 0:02

Witanm serdecznie wszystkich miłośników frywolitki oraz ludzi, którzy odwiedzą mojego bloga. Piszę odwiedzą, gdyż jescze nikt chyba go nie czytał. Ach w sumie to szkoda, że piszę w pewnym sensie do szuflady, no ale cóż, może jakimś cudem znajdzie się chętny do czytania moich wypocin. Ostatnim czasem nie miałam czasu zasiadać do komputera by cokolwiek napisać, gdyż spadło na moje barki sporo pracy i nowych obowiązków. W moim kochanym warzywniku dojrzewają plony, a ostatnio dojrzała papryka i w związku z tym musiałam ją jakoś pożytecznie zagospodarować. Postanowiłam więc zamarynować ją. Spędziłam nad nią cały boży dzień, ale temat mam już z głowy. Wyszło 60 słoików o pojemności 0,5 l. jak ktoś nie wierzy niech patrzy:

 

 

No i co nieżle....Następnego dnia zabrałam się za ogórki. Zerwałam je już 2 dni temu i w końcu trzeba je było jakoś przerobić. A że korniszonów zrobiłam już w tym roku ze 100 słoików a może i więcej, kiszonych też sporo,tyle tylko że w dużych słoikach, więc stwierdziłam, że teraz czas na słatki. W tamtym roku na próbę zrobiłam kilka słoików i bardzo nam smakowały. Tej sałatki też wyszło mi sporo, bo około 50 słoików o pojemności 0,5 l.  Aby definitywnie pożegnać się z ogórkami postanowiłam na "do widzenia " wyrwać już krzaczki ogórkowe, aby już dały mi święty spokój.

jak ktoś nie wierzy że jest tu ok. 50 słoików, to dodam że w tej torbie mieści się 45 słoików i wierzcie mi lub nie, na pewno nie wsadziłam tam "pustaków". Przede mną jeszcze buraki i cukinie, dynie i kabaczki i na prawde nie wiem co mam z tym robić. na buraki mam sposób, ale na kabaczki i cukinie....no cóż....marynowana może jakaś. Sama nie wiem. Jak by ktoś czytał mojego bloga to może by mi coś podpowiedział, a tak to  musze liczyć tylko na siebie.

Natomiast jeśli chodzi o frywolitkę, to też ciągle coś robię. Zacznę od tego że naszyjnik ślubny który zrobiłam przyniosłam do poprawki, gdyż zawierał błędy. Ale postanowiłam że nie będę do naprawiała i zrobiłam nowy. Zabaczie sami kochani jak się rozwinęłam. Pierwsze zdjęcie przedstawia "stary" naszyjnik z błędami, a drugie zdjęcie "nowy" poprawiony. A gdzie te błędy....może mi ktoś powie?

 

 

No i jak chyba zdecydowanie lepiej jak na moje oko. Ale komentarze zostawiam dla tych którzy tu trafią jakimś cudem... Następnie machnełam jeszcze skromne kolczyczki, aby naszyjnik nie czuł się samotny. 

 

Nie są chyba takie złe. Chciałam aby wzorem pasowały do naszyjnika i wyszło to..... Kolejną pracę jaką wykonałam była rękawiczka ślubna frywolitkowa of course . Dosyć pracochłonna była, ale zrobiłam ją. Zabrałam się raz za nią, ale niestety nie udała mi sie, ale ten nie udany kawałek zostawiłam sobie do wglądu. co by nie było.... trzeba czasem spojrześ na coś brzydkiego by dostrze potem piękno i nie mam tu na myśli rękawiczki slubnej która mi się udała. Na razie tak myślę, chyba że znajdzie się ktoś kto mnie oświeci. No jak udała się czy nie? 

Rękę pożyczyła mi moja siostra i troszkę odstaje na niej ta rękawiczka. Ale na takim szczypiorku jak ma nie odstawać. Rękawiczka ta jest prototypem i jest tylko jedna gdyż posłużyła do wykonania pary rękawiczek. Także ślubnych i także frywolitkowych, ale z dodatkiem metalowych koralików  w kolorze srebrnym. Rękawiczki są już zrobione i wykrochmalone troszkę nawet, ale o czym napiszę następnym razem?...Może o jesieni. Może o kabaczkach, ale na pewno napiszę o nowych rękawiczkach.  W każdym razie na dziś wystarczy. jest już 23:50 a rano muszę wsztać, zrobić dzieciom śniadanko, starszego wyszykować i zawieźć do zerówki i muszę to wszystko robić trzymając młodszego za rączkę, bo jest bardzo ruchliwym brzdączkiem i nie można go spuszczac z oka. Chyba każda mama wie o czym mówię. Ach te dzieci ......


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

Ach te frywolitki.....

wtorek, 06 września 2011 23:54

Witam serdecznie....

W końcu znalazłam małą chwilkę aby zasiąść przed komputerem i napisać co nieco o frywolitkach, ale i nie tylko. W moim ostatnim wpisie wspominałam, że dołączę zdjęcia moich ostatnich wyczynów frywolitkowych i słowa dotrzymam. W zasadzie cały czas coś robię i robię, ale efektów jest nie za wiele by się pochwalić. Zrobiłam co prawda 4 naszyjniki, do jednego z nich bransoletkę oraz kolczyki, a  także kilka gwiazdek, które moim skromnym zdaniem wyszły fatalnie.

            

Z resztą oceńcie sami....Dodam jedynie na swoją obronę, że te różowe robiłam z cienkiego kordonka dwu nitkowego,nici o tyle tandetne, ze urywały się podczas przeciągania. nieżle naszarpałam sie podczas robiena tegoż czegoś. Troszkę lepiej poszło mi z biało-fioletowym i czysto białym. Nici były ok. Chociaż to ostatnie nie przypomina w ogóle gwiazdki. Ale myślę ze jak zaczną zbliżać się święta to ja zacznę bardzie myśleć o gwiazdkach, aniołkach i innych ozdóbkach choinkowych. Już je widzę na mojej plastikowej choince. Troszkę lepiej poszło mi z naszyjnikiem, bransoletką oraz kolczykami. 

o tyle dobrze, że kobiecie, u której zaopatruję się w nici bardzo się spodobał i zaproponowała mi umieszczenie ich w swoim sklepie. Tak też się stało. Muszę przyznać, że całkiem pozytywnie prezentuje się na szyi, a reszta też w miejscu na to przeznaczonym. Następny był różowy - kompletne tandeta. Te mici znów dały mi popalić. Chciałam jeszcze raz spróbować coś z nich robić, ale niestety nie da się. Przekonałam się o tym boleśnie.

 

Kolejmy naszyjnik a raczej obróżka w pewnym sensie, jaką wykonałam jest obróżka o prostym wzorze z dwoma kwiatuszkami, w centrum których to znajduje się koralik. Ten udał mi się nawet, wspomnianej wyżej kobiecie również i także wylądował w gablotce u niej w sklepie. 

Ładnie prezentuje się na smukłej szyjce. Robiłam go z nici Altin Basak maxi kolor brąz. Bardzo dobrze robi się tymi nićmi. Dorobiłam do nich kolczyki takie oto kwiatuszki jak wiszą w naszyjniku. Foto wrzucę w wolnej chwili. Zrobiłam też jeszcze jeden naszyjnik biały z AIDY ale nie mam zdjęcia, bo zapomniałam zrobić zanim wylądował w sklepie. są do niego kolczyki i będzie mam nadzieje jakaś bransoletka. Postaram się też robić lepsze zdjęcia, bo te jakoś nie są sadysfakcjonujące. w każdym razie ciągle działam i działam,choć czasu mam niewiele. Mój starszy synek właśnie rozpoczął zerówkę. ma 5 lat a mondrala z niego że hej. bardzo cieszy się ze poszedł do szkoły, bo ma teraz kolegów, a wcześniej muszę przyznać że nie miał zbyt wiele kontaktu z innymi dziećmi. Wyprowadzając sie na wieś z mężem cieszyliśmy się że będziemy mieli ciszę i spokój, ale nie mieliśmy wtedy dzieci. One jednak mają chyba za dużo tej ciszy i spokoju. Pierwszego dnia szkoły, pojechałam aby go odebrać i gdy szliśmy jeszcze na lody bo był piękny słoneczny dzionek, moje słoneczko pyta mnie " mamo, a jutro też mogę iść do szkoły? " rozbawiło mnie to bardzo, i powiedziałam mu że od dziś będzie codziennie chodził do szkoły. Jutro czyli 2 września był piątek, wiec nie był zadowolony, że w sobote nie idzie do szkoły, ale pocieszyły go lody i fajne plany na weekend. W poniedziałek bardzo zadowolony pomaszerował do szkoły a po powrocie przez 2 godziny ze szczegółami opowiadał mi co robił w klasie. Jest bardzo zadowolony. A oto i mój uczeń 

Na koniec mojego wpisu muszę dodać jeszcze że szkoła ma dobry wpływ na moje dziecko. W domu przy obiedzie praktycznie zawsze grymasi, z resztą przy śniadaniu i kolacji też. Natomiast w szkole na śniadaniu zje nawet kanapkę z pasztetem  i ogórkiem kiszonym, na obiad była "pyszna zupka z marcheweczką" która to marcheweczka w domu jest skrupulatnie wybierana. Poprosił nawet dokładkę, a na drugie danie był "troszkę twardy kotlecik, ale wszystko zjadłem", ach, i nawet jak była kasza na obiad w szkole, to też była pyszna. Niestety w domu już nie ma takiego apetytu. Nie ma dzieci - nie ma motywacji. Na dziś kończę ten monolog, zapraszam do czytania, oglądania i zwiedzania mojego bloga oraz do krytykowania moich prac czasem lepszych, czasem gorszych. Następnym razem wrzucę kapelusz wykonany na szydełku oraz serwetkę którą kiedyś zrobiłam. Buziaczki.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Jak zakochałam się we Frywolitce.

piątek, 19 sierpnia 2011 12:37

Witam serdecznie wszystkich odwiedzających mojego bloga. 

Długo zbierałam się z zamiarem jego założenia, aż w końcu doszło od myśli do czynu i stało się. Mój blog będzie głownie zawierał terści dotyczące spraw związanych z frywolitką oraz szydełkiem. Jakiś rok temu nauczyłam się szydełkować i szukając motywów na szydełko znalazłam takie cudo jak frywolitka. Od razu chciałam spróbować o co w tym chodzi, alo jakoś mi to nie wyszło. Nie wiedziałam ani jak to się robi ani czym. Nie chciało mi się też poszukać w internecie dodatkowych informacji na ten temat, gdyż chciałam na początek zacząć z zabawę z szydełkiem, a wszystko dlatego iż będąc na pewnym festynie zobaczyłam stragan z robótkami na szydełku, i tam między innymi różne ozdoby na choinkę. Kupiłam wówczas aniołeczka zrobionego na szydełku, który mnie urzekł. Zapragnęłam ubrać na święta Bożego Narodzenia choinkę w takie właśnie ozdoby zrobione na szydełku. I żaczęło się. kupiłam odpowiednie szydełko, nici w domu jakieś miałam i zaczełam uyczyć się. Nie było lekko. Głowa Aniołka wychodziła mi jakaś żadka i po wypchaniu watą wyglądała poprostu tragicznie, nie lepiej było dalej. Skrzydełka nie układały sie do góry, tylko opadały nie łanie ku dołowi, a sukieneczka tez mnie nie zachwycała. Mój pierwszy Aniołek daleko odbiegał od ideału. W dodatku był zrobiony z żółtych nici. Ale to miała być tylko lekcja szydełkowania, a nie od razu ozdoba na choinkę. Zaczełam wertować strony internetowe prezentujące kurs dla początkujących i tak następny aniołek nie był już taki najgorszy. Szło mi co raz lepiej, kupiłam kilka gazet z wzorami na szydełko. Tak więc do świąt wydziergałam 30 aniołków, następnmie serwetkę z gazetki, a na koniec 30 gwiazdek. Pozostało tylko kupić choinkę - bo stara miała zaledwie 50 cm a marzyła mi się przynajmniej 180 cm. Kupiłam wiec choinkę (200 cm a co ;-) ) i muszę przyznać że zadowoliłam się jej wyglądem. Jak na moje początkujące możliwości wyglądała pięknie. Postanowiłam dodać równierz zdjęcie,aby chętni mogli to też ocenić. Na zdjęciu zobaczycie także dwóch urwisów którzy to są moimi synkami. Starszy to Kuba a młodszy to Hubercik. Moje najdroższe skarby. 

następnie zrobiłam serwetkę z gazetki (potocznie ten typ schematu nazywamy ananasami), potem bierznik na ławę, ale zdjęcia nie pokarzę, ponieważ nie jest wykrochmalona, następnie zamarzył mi się kapelusz, więc i to zrobiłam, ale nie było łatwo, gdyż znalazłam jakiś schemat w internecie, ale nie wychodził mi, wiec musiałam go nieco zmodyfikować. Kapelusz udał się nawet, ale też nie jest jeszcze wykrochmalony, w międzyczasie zobaczyłm w internecie majtki na szydełku i oczywiście zapragnełam je mieć i zaczełam je dziergać. Niestety zaczeły mnie nieco denerwować, ponieważ składały się z kilkunastu, a może nawet kilkudziesięciu kwiatuszków połączonych ze sobą i denerwowało mnie ich łączenie. Ale obiecuję że je skończę i zrobię zdjęcie. Szukając tych że majteczek na szydełku znów natknęłam się na frywolitkę. Znalazłam więc odrobinę czasu i zaczełam szperać w internecie. Znalazłam bardzo dużo ciekawych informacji na temat frywolitki. Dowiedziałam się że frywolitki można robić na czułenku, igle i szydełku. Następnie znalazłam kurs robienia frywolitki na igle i wydało mi się to banalnie proste. Ale takie wcale się nie okazało. Jest to mozolne wiążanie supełków, ale za to jakież urocze. Zakochałam się we frywolitce bez pamięci. Nie posiadałam i w sumie nadal nie posiadam profesjonalnej igły do frywolitki, wyciągłam więc najdłuższą igłę jaką znalazłam w domu, kordonek (na szczęście juz nie żółty) i zaczełam razem z filmem w YOU TUBE pierwszą lekcję frywolitki następnie drugą i trzecia. Szukając dalej - gdyż te 3 lekcje na początek to dla mnie za mało było znalazłam Bloga fantastycznej kobiety (AGASUNSET) robiącej cudeńka na igle i tam też były lekcje a co najważniejsze filmy instruktarzowe dla początkujących. Przeczytałam tego bloga od początku do końca, przeszłam prezentowany kurs frywolitki obejrzałam wszystkie zdjęcia w jej blogu i coraz bardziej zakochiwałam się we frywolitce. Przez tydzień siedziałam całymi nocami i przeglądałam strony internetowe związane z frywolitką. Zapisywałam sobie te zdjęcia na dysku, aby potem do inspiracji nie przeglądać ponownie tylu stron. Znalazłam skany starych gazet czy książek z podstawowymi wzorami frywolitki, które potem spoglądając na prace różnych osób wykorzystywane są do robienia fantastycznych rzeczy. Maski- takie jak w blogu Agasunset, przez kolczyki, naszyjniki, obróżki, bransoletki oraz inne ozdoby do serwetek a nawet firan (szczerze podziwiam kobietę, która zrobiła tą firanę). Tak jak pisałam zakochałam sie we frywolitce bez pamięci i dlatego porzuciłam te majtki. Od około dwóch tygodni nie wypuszczam igły i nici z rąk, ciągle supłam i supłam z lepszym lub gorszym skutkiem. Kilka mini robótek wyrzuciłam, bo siedelikatnie zdenerwowałam a kilka jak znajde czas to zaprezentuje tutaj. Dodam tylko że zrobiłam kolczyli, naszyjnik i bransoletkę bez zapięcia jak na razie i oczywiście nie są wykrochmalone. Ale jest postęp - kupiłam Ługę - jak by ktoś nie wiedział - Ługa jest to krochmal. Lubię go bo ładnie pachnie - chociaż nie jest zbyt mocna. Aby uzyskać efekt maksymalnego usztywnienia trzeba spryskiwać element kilka razy aby porządnie się usztywnił. Próbowałam usztywniać na cukier i muszę przyznać że daje super efekt, ale pod warunkiem że się go nie prasuje, bo cukier sie karmelizuje i robótka się przypala. Tak właśnie załatwiłam gwiazdki na choinkę. Krochmaliłam w ten sposób kapelusz, ale był bardzo nie przyjemny i szorstki (na szczęście nie prasowałam go), powrócę więc do Ługi. Na dziś już się napisałam za wsze czasy idę robić obiad. 


Podziel się
oceń
3
1

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 28 maja 2017

Licznik odwiedzin:  85 328  

O moim bloogu

Mój blog jest o mojej pasji jaką jest frywolitka, poprzeplatane troszkę z moim ogrodem - moją pierwszą miłością, kwiatami, roślinkami, zwierzątkami,oraz szydełkiem, drutami, i innymi fantastycznymi r...

więcej...

Mój blog jest o mojej pasji jaką jest frywolitka, poprzeplatane troszkę z moim ogrodem - moją pierwszą miłością, kwiatami, roślinkami, zwierzątkami,oraz szydełkiem, drutami, i innymi fantastycznymi rzeczami wykonywanymi ręcznie.

schowaj...

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 85328
Wpisy
  • liczba: 18
  • komentarze: 192
Galerie
  • liczba zdjęć: 96
  • komentarze: 1
Bloog istnieje od: 2109 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl